Normcore czy hardcore?



Zastanawialiście się kiedykolwiek nad tym czy istnieje jakaś profesjonalnie nazwana szufladka dla istnien ludzkich preferujacych biale frotowe skarpety, birkenstocki, marchewki z wysokim stanem, luzne teesy, wełniane swetry i resztę zupełnie normalnych elemntów ubioru? Nie? Ha, ja też się nie zastanawiałam dopóki nie natrafiłam w sieci na zgrabnie brzmiący termin NORMCORE. Jak łatwo można się domyślić to coś innego niż hardcore, choć mniemam, że dla niektórych normcorowe stylizacje mogą przyjąć formę hard. Normcore można rozstrzygać ironicznie jako trend dla nowej generacji hipsterów lub według mnie, całkiem poważnie jako pewną odmianę vintage-minimalizmu. W końcu dotychczas, wszelkie ascetyczne zestawienia wrzucano do jednego wora pod nazwą minimalizm. Jedną z prekursorek słąwiących normcore jest Alice Goddard (londyńska stylistka, założycielka magazynu Hot and Cool) ), która sama interpretuje ten nurt jako ekhm 'mainstreamowy minimalizm'. W jednym z wiosennych numerów 2013 Hot and Cool umieściła nawet parodię street-style'owych fotografii. Edytorial stworzony ze zdjęć zaczerpniętych prosto z Google Map's Street View.




Normcore jednak to nieprzypadkowe części garderoby przypadkowo ze sobą połączone. Trochę śmiesznie, lecz tak jak wcześniej z ekskluzywnymi menelami tak teraz tu, chodzi o wykreowanie zestawu w sposób by udawał modową nieświadomość będąc tej mody w pełni świadomym. Zawiłe, a to po prostu trend, który jest anty-trendem trendów! Ma to być jak najmniej przesadzona i nieprzestylizowana forma ubioru. Skąd wziął się normcore? Prawdopodobnie stąd, że moda stała się zbyt przytłaczająca i popularna. Wiele osób zaczęło traktować modę i styl wyłącznie jako dobro, które można kupić zapominając tym samym o osobowości. Żartobliwie rzec można, że normcore to trend dla tych, którzy pogodzili się z faktem, że nie są nikim niepowtarzalnym. Nietrudno zresztą odróżnić zamierzony normcore od modowej nieudolnosci i totalnej obojętności wobec niej.
Chcesz birkenstocki? Ok, ale warto dać spokój tym ortopedycznym niemieckim butom na korzyść (uwaga, to mój subiektywny wybór z miłości do Riccardo Tisci i jego twórczości) np. ulepszonej kwiecistej lub metalicznej wersji Givenchy. (Skoro modne jest udawanie bycia niemodnym, udaję też, że mnie stać, hihi.)
W stylizacji chodzi przecież o ukazanie różnych typów ubrań w zupełnie nowych odsłonach. O ciągłe zaskakiwanie, kreatywność, wprowadzanie innowacji, dzięki czemu z pozornie ohydnych rzeczy potrafimy stworzyć coś dobrego. Normcore to po prostu możliwość wyróżniania się wciąż wyglądając jak reszta świata. To zdolność do łączenia zamiast nachalnego udowadniania. Ale jedno jest pewne, bez wyrazistej osobowości, tego swoistego attitude może być nieco trudno stworzyć coś z byle czego.

P.S. Dla mnie pionierami w normcorze były dzieciaki z Beverly Hills 90210.




6 comments:

  1. Anonymous7/4/14 17:04

    Tekst ciekawy, ale z Beverly Hills nie mogę się zgodzić. Serial powstawał w takich czasach, kiedy takie ciuchy akurat były w trendach.

    ReplyDelete
    Replies
    1. wiem, wiem, normcore jest zresztą zaczerpnięty ze stylówek lat dziewięćdziesiątych, to zdanie z dzieciakami z Beverly Hills jest raczej żartobliwe :)

      Delete
  2. Yep, chcąc nie chcąc będę modna :D Trochę to wszystko naciągane i w sumie jakby się człowiek uparł, to do wszystkiego się dorobi ideologię, nawet do dziury w skarpecie :p Lata 90te kocham jednak, tylko obawiam się, że jak ludzie podłapią 'trend' to może się średnio skończyć, bo te ciuchy nie robią dobrze urodzie.

    ReplyDelete
  3. O, nie słyszałam o tym wcześniej. Aż strach patrzeć na te "zestawy" ;)

    ReplyDelete
  4. Podjęłaś dobry temat, zawsze uważałam, że ta grupa powinna zostać jakoś zdefiniowana, w końcu jest tak liczna! :)

    ReplyDelete
  5. pouczająco się zrobiło :)

    ReplyDelete