Shinkansenen po Japonii - pierwszy przystanek: MINAKAMI


Pewnie niektórzy z was pamiętają moją relację z Tokio, którą dzieliłam się tutaj kilka miesięcy temu. Wspomniałam wtedy, że Tokio było jedynie początkiem naszej podróży do Japonii. Jako, że w tamtejsze strony wybieram się ponownie za równy miesiąc (i nie mogę się doczekać, selekcja poniższych zdjęć sprawiła, że nie mogę się doczekać nawet bardziej niż nie mogłam przed selekcją) muszę nadrobić zaległości z zimowej wycieczki i przy okazji doradzić jakiejś części z was tu obecnych w planowaniu podróży z JR-passem. JR pass to x-terminowy (7, 14 lub 21 dniowy) bilet dla zagranicznych gości odwiedzających Japonię. Bilet ten możecie kupić tylko i wyłącznie poza granicami Japonii, natomiast jego aktywacji dokonujecie już na terenie kraju. Możecie zrobić to od razu na lotnisku np. Narita, skąd linią JR z łatwością dostaniecie się do centrum Tokio; w późniejszym, wam dogodnym terminie, możecie również w punkcie JR ustalić termin, w którym bilet zostanie przez nich aktywowany - co jest według mnie najlepszą, najdogodniejszą opcją. My wybraliśmy wariant 7 dniowy. Podczas tych 7 dni mogliśmy podróżować po Japonii bez limitu, używając pociągów JR, shinkansenów Hayabusa i Sakura oraz promów. Z oferty JR pass wyłączony jest jedynie najszybszy z nich - Nozomi, do którego i tak przypadkowo wsiedliśmy w Kyoto, nadrabiając tym samym szmat drogi :D Przygoda skończyła się po pół godziny, gdy okazało się, że jesteśmy w złym shinkansenie. Nawet w takiej sytuacji, Japonia pokazuje jak przyjaznym jest miejscem: kontroler uśmiechnął się życzliwie i oznajmił, że musimy zmienić pociąg na następnej stacji. Bez żadnych problemów czy nieprzyjemności.
Na mapie zaznaczyłam nasze poszczególne przystanki. Ed, jako szef wycieczki, zorganizował wszystko idealnie. Pojawiły się odcinki, których JR Pass nie obejmował, ale nie mogliśmy przeoczyć Minakami czy też Koya-san.

I think some of you might remember my post from Tokyo I put up a few months ago. I mentioned then, that Tokyo was only the beggining of our trip to Japan. I'm going there again in exactly one month (and I really can't wait, selecting the photos for that post made me impatient even more!) so I decided to finally catch up with my report and help some of you by giving tips about how to travel around Japan using JR pass. JR pass is a x-day travel ticket (7, 14 or 21 days) for the foreign Japan visitors. The pass you can get only being away from Japan, (you won't be able to do that in Japan!) but the activation is possible only in. You can do that straight away after your arrival at the airport where you can get the JR line from to the center of Tokyo, you can do that later in one of many JR offices or you can set the date of activation in the office in advance (which according to me is the best option). We've chosen the 7 days pass. During that time we could travel around Japan using JR line trains, ferries and both shinkansen Hayabusa and Sakura. Although Nozomi shinkansen - the fastest one, is excluded off the offer, we've managed to get on a carriage by mistake and made up hundreds kilometers :D The adventure has ended after half an hour as we found out we're on the wrong train. Even in that situations Japan transpires to be a very pleasant country. The ticket controller only smiled at us and kindly informed we have to changed the train at the following station. Without any problems or extra fees.
I marked all of our stops on the map. Ed, as a boss of the trip, organised everything perfectly. We came across some parts which JR pass was not embracing but we couldn't miss Minakami or Koya-san.


Wliczając drogę powrotną do Tokyo, pokonaliśmy ponad 1020 km!
We did over 1020 km, including the route back to Tokyo!

Pierwszą stacją było Minakami. Ze słonecznego Tokio udaliśmy się w krainę prawdziwej zimy, gdzie na szczycie góry czekał na nas onsen Takaragawa i gorącę źródła! Na miejscu zostaliśmy poproszeni o pozostawienie butów przy wejściu, w zamian otrzymaliśmy skórzane kapcie oraz yukaty. Ja wybrałam najbardziej dziewczęcą z możliwych. (Zdajecie sobie sprawę, że w Japonii nie wchodzimy w kapciach na tatami i zmieniamy wczesniej wspomniane z pokojowych na łazienkowe, wchodząc do łazienki?). Podróż była męcząca, a my głodni. Wiedzieliśmy, że w onsenie dostaniemy jakiś posiłek, nie spodziewaliśmy się jednak tego:

The first station was Minakami. Leaving sunny Tokyo, we got to the land of real winter, where Takaragawa onsen along with hot terms was waiting for us on the mountain peak! Entering the onsen, they requested us to leave our boots beside the entrance (no escape), we received leather slippers and yukatas in return. I went for the most girly one. (Do you realise in Japan we dont step on tatami floor wearing slippers, we change the room slippers onto the toilet ones when entering the toiler?). The trip to Minakami got us really exhausted and hungry. We knew we're going to get some meal in the onsen but we didn't expect that:










Gdy po godzinie, zdołałam w końcu zjeść większość przysmaków (wyobrażacie sobie, że w zupie, jak później się okazało, pływał kawałek mięsa z niedźwiedzia z Hokaido?!), do akcji wkroczyli ludzie, którzy zamknęli nas w drugiej części pokoju za 'kotarami' i sami przystąpili do przygotowywania nam łóżek. Wszystko w oka mngnieniu, z klasą i totalnie japońskim stylu. Czasami czułam się jak ten chłopiec z Karate Kid, nie wiedziałam czy przestać już się kłaniać czy to może dopiero początek, pamiętając przy tym o papciach i o właściwym ułożeniu yukaty :D Po tych wszystkich specjałach poszliśmy w końcu do gorących źródeł. Baseny były podzielone na mieszane i na te tylko dla kobiet. Udając się do takiego żródła, jako przedstawicielka płci żeńskiej, zostałam ubrojona w brązową, frotową sukmanę. Mężczyźni, kategorycznie, kąpieli zażywać mogli jedynie nago. By dostać się do tych gorących źródeł, trzeba było przejść wielkim oblodzonym mostem tuż nad rwącym potokiem w temperaturze -25 stopni - tak przynajmniej to odbierałam, mając na nogach jedynie drewniane japonki :D W wodzie i po wyjściu z niej, zimno znikało całkowicie. Do teraz z przyjemnością wspominam maszerowanie w mrozie odczuwalne niczym spacer letnią nocą (kąpieli można zażywać o każdej porze bez limitu, my wybraliśmy się tam o 2 w nocy, by sprawdzić czy to prawda).

When after an hour I managed to eat most of the specialties (can you imagine, there was a bit of Hokaido's bear meat in our soup, as we found out later?!), people came in to hide us in the other part of the room and prepare our beds. Everything took just a moment, with the best manners and in totally Japanese style. Sometimes I felt like that boy from Karate Kid, didn't know whwter it's the time to stop bowing or maybe it's just begun, remembering at the same time about the slippers and the proper yukata appearance :D When ate all of the things, we went to visit the hot terms. Women only or mixed one. Going into one of those, me as women's rep, was forced to wear a brown piece of fabric pretending to be a dress. However men were only allowed to wear nothing but wooden flip-flops before entering the pools, I mean: they had to be naked. To get to the terms you had cross a huge slippery bridge just above a torrent in -25 degrees - at least this is how I felt it, wearing only the wooden slippers :D What was great, after the bath you couldn't feel the cold at all. I think of it with a pleasure, marching in the frost but feeling like walking in the summer night (there was no time limit, you could have a bath any time a day or night; we went there at 2 am just to confirm it was possible for real.)












Na śniadanie zaserwowano nam mnóstwo dziwnych produktów. Pierwszy raz w życiu zaczęłam się zastanawiać czy aby na pewno dobrze wybrałam, stanowczo odrzucając wczorajszą propozycję amerykańskiego śniadania, mówiąc, że "nie, nie, ja kocham japońskie jedzenie!". Tak oto przyszło mi jeść kolejny raz z rzędu piklowane warzywa i suszone wodorosty wraz ze słynną, nadzwyczaj zdrową NATTO, wyglądającą niczym alien, sfermentowaną sojową fasolką. Nie odbierajcie tego jako narzekanie, po prostu po kilku dniach jedzenia wodorostów i piklowanych warzyw, pragniecie choćby zwykłego, liścia sałaty :D
Następnego dnia wyruszyliśmy w stronę Osaki, ale o tym w kolejnej części.

They served us many weird products for breakfast. For the first time I started wondering, wheter it was wise strictly rejecting the offer of American breakfast I've been given the day before, saying "no, no, I love Japanese food!". Thus how I had to eat the pickled vegetables, seaweed, and incredibly healthy fermented NATTO soy beans looking like an alien. Don't take it as a complaint, I just craved a simple lettuce leaf after eating dried seaweed and pickled vegetables all the time.
The next day we were already on route to Osaka but I'll tell you more about it in the next part.




2 comments:

  1. Jak mi się marzy taka podróż! :)

    ReplyDelete
  2. Wszystko wygląda i brzmi wspaniale! Mam nadzieję, że kiedyś i mi uda się doświadczyć takiej podróży. Pozdrawiam :)

    ReplyDelete